Tytuł:---
Data:piątek, 2 marca 2007
Godzina:18:14:17
Komentarze:komentarze [13]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
Nie chcę, by Jego blog zniknął.
M.
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:Klony.
Data:piątek, 1 września 2006
Godzina:13:08:21
Komentarze:komentarze [44]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
Niemożliwe! Czyżby pierwszy raz nikt nie męczył mnie o notkę? ;P
To nie miało być w zamierzeniu śmieszne i nie jest, jasne? Tak wyszło. xP
Akt I
[na scenie wielkie poruszenie: tłum klonów Syriusza B.]
James: [wchodzi na scenę] Łahahahaha! Łapa, chodź, pokażę ci coś!
Syriusz: [wchodzi za Jamesem; patrzy na tłum klonów]
James: Łahahaha! Jak to zrobiłeś? Ja też tak chcę!
Syriusz: [patrzy z politowaniem na Jamesa] To nie jest śmieszne.
[na scenę wpada tłum klonów Jamesa]
Syriusz: [parska śmiechem] No i masz babo kwasek.
James: [trąca jednego ze swoich klonów] Siemanooo! [udaje skate'a]
Klon Jamesa(1): Co za kretyn.
Klon Syriusza(1): Zgadzam się. Co za kretyn.
Klon Syriusza(2): Ja to miałem powiedzieć, pajacu!
Klon Syriusza(1): Kto tu jest pajacem, pajacu?!
Reszta klonów Syriusza: [siada na podłodze i zajada popcorn]
Syriusz: To jest przerażające... Oni są tacy sami!
James [plask, zerk i Bóg jedyny wie co jeszcze z tego ich slangu Maruderów] Jesteś bystry jak familijne i delicje razem wzięte.*
Syriusz: [nie wie, co powiedzieć] Eeehehehehe...
James: Ty tego nie zrobiłeś? [wskazuje na klony]
Klony Jamesa: Ty tego nie zrobiłeś?
Syriusz: NIE!
Klony Syriusza: NIE!
James: Coś tu jest nie tak.
Klony Jamesa: Coś tu jest nie tak.
James: AAA! [ucieka z wrzaskiem]
Klony Jamesa: AAA! [biegną z wrzaskiem za Jamesem]
[na scenie zostaje tylko Syriusz, na widowni - tylko klony Syriusza]
Syriusz: [łypa na klony]
Klony Syriusz: [łypają na Syriusza]
Syriusz: BU!
Klony Syriusza: BU!
Syriusz: [załamany]
Akt II
[na scenie Syriusz i James; wystrój zabarykadowanej kuchni]
Syriusz: To jest przerażające.
James: Powtarzasz to dzisiaj siedemdziesiąty trzeci raz.
Syriusz: A nadal uważasz to za zabawne?
James: Nie. Kiedy zobaczyłem, jak te klony biegną za jeszcze większą gromadą klonów Evans, zrobiło mi się niedobrze.
Syriusz: A ty wiesz, co to oznacza?
James: No?
Syriusz: [robi wielkie oczy] Nie jesteśmy oryginalni.
[po kilku godzinach; na podłodze przybywa pustych butelek]
James: [zawodzi] O mój rozmaryyynie rozwijaj sięęę...
[łubudubudu o zabarykadowane drzwi]
Syriusz: [wrzeszczy] ATAKUJĄ NAS!
James: Tylko spokój, zachowajmy spokój... [bierze pustą butelkę i przyczaja się przy drzwiach] OTWIERAĆ, POLICJA!
Syriusz: Eee... To nie to. KTO TAM?
Głos zza drzwi: To my, Peter i Remus, otwórzcie, oni nas zjedzą!
Syriusz: Kto was zje?
Peter: No ci dwaj Peterzy i stado Remusów!
James: [wpada w popłoch] TO JEST ATAK NA SKALĘ ŚWIATOWĄ!!!
Syriusz: [po dłuższej chwili ciszy] Nie widzę sensu, żeby owijać w bawełnę, muszę ci to powiedzieć...
James: ...? o.O
Syriusz: TY JESTEŚ NIENORMALNY!
Narrator: DO DOMU! Odliczamy ostatnie dni wolności: trzy, dwa, jeden.
* Nie ja to wymyśliłem xP
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:Ta dam!
Data:piątek, 14 lipica 2006
Godzina:23:27:15
Komentarze:komentarze [53]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
Siostra Jamesa jest taaaka fajna. Mówię Wam. I wszyscy ją lubią, i w ogóle.
To był romans. (patrz wyżej)
I bardzo się starałem! Nawet, jeśli nie widać.
E tam, w ogóle się nie znacie!
Notka na prośbę Kitty, czyli wszystko, co chciała - napisałem.
Teraz mnie zbije. Jaaa...
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:Oho.
Data:wtorek, 27 czerwca 2006
Godzina:14:23:55
Komentarze:komentarze [19]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
Oho. Porzucono mnie.
Po prostu chamstwo.
Kto napisze notkę? :P
Edycja:
Jestem współtwórcą
notki na Wariatach, więc niech tylko ktoś spróbuje się czepić, że notek nie piszę!
Tak? Tak.
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:Wesołe przygody Huncwotów - ciąg dalszy.
Data:wtorek, 2 maja 2006
Godzina:21:45:06
Komentarze:komentarze [81]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
Pewnego dnia w Pokoju Wspólnym James z bardzo poważną miną odezwał się do swojego przyjaciela:
James: Wiesz co, Łapa?
Syriusz: [znudzony] Nie wiem.
James: Znowu chcą, żeby ten kretyn z góry napisał o nas notkę. Wyobrażasz sobie?! Notkę! O nas!
Syriusz: Nie.
James: [zdezorientowany] Co "nie"?
Syriusz: No nie wyobrażam sobie.
James: [=='] Hej, a gdyby go tak poprosić, żeby stworzył jakiś romans o mnie i Evans...?
Syriusz: [łyp z politowaniem na Jamesa] Weź...
James: [uradowany] Ok. Ej, ty!
Autor: Ej, ja!
James: Napisz notkę o mnie i Evans. [wyszczerz]
Autor: [o.O] ...
Syriusz: [ze śmiechem] Olał cię.
James: [foch]
[na scenę wczołguje się kolejny z przyjaciół]
Remus: Auaaa!
Syriusz, James: [łyp na Remusa]
Remus: Strzelił fochem we mnie! [niezadowolony] Odejmę wam punkty! [foch]
Syriusz: [o.O] Niee, nie zrobisz tego.
James: [kiw] No właśnie.
Remus: Fakt...
[po pięciu minutach ciszy]
Syriusz: Zróbmy coś śmiesznego!
[na scenę wlatuje mały chłopaczek przebrany za pajaca]
Syriusz: Nie, Peter, nie o to mi chodziło.
Peter: [zalewa się łzami] Przepraszaaaam! Ja próbowałem! Próbowałem być śmieszny... [ryk]
James: No i ci nie wyszło...
Remus: [łyp na Jamesa] Grzeszysz wielkim taktem.
James: [wyszczerz]
Lily: [obdarza Jamesa niemiłym spojrzeniem]
James: EVANS!
Lily: PANNA Evans.
James: [mruga do niej] Ale jeszcze tylko na jakiś czas.
Lily: [==']
James: Łapa! ŁAPA!
Syriusz: Co?
James: Lily obdarzyła mnie spojrzeniem!
Syriusz: [zapisuje] To świetnie. Przechodzisz na drugi
level.
Peter: A co to jest
level?
Remus: To taki kolejny stopień wtajemniczenia, rozumiesz.
Peter: Nie rozumiem.
Remus: [mach ręką] Żadna strata.
[po dziesięciu minutach w bezruchu]
Syriusz: [rozgląda się] Chyba autor się zaciął.
James: No to klops...
Syriusz: Ej, ty!
Autor: Ej, ja!
Syriusz: [wyszczerz] Lubisz mnie, nie?
Autor: [=='] To odbiega od fabuły.
Syriusz: To nic! Odpowiedz!
Autor: ...
James: [śmiech] Teraz ciebie olał.
Remus: [ukrywa się za tarczą ochronną]
Wszyscy: [łyp na Remusa]
Remus: Wolę się zabezpieczyć, zanim znowu strzelicie fochami.
James: Nie bój nic, my nie z tych!
Syriusz: Sami swoi, widzisz, rozumiesz. Nie strzelamy do przyjaciół.
Remus: A to wcześniej to co to niby miało być?!
James: Nic nieznacząca pomyłka.
Remus: Nic nieznacząca... [prych] Kilka centymetrów w prawo i już bym był ślepy.
Syriusz: Tylko na jedno oko...
Remus: [łyp na Syriusza] Tak, to rzeczywiście pocieszające.
Syriusz: Nooo... [wyszczerz]
Peter: Czuję się taki… wyobcowany.
Wszyscy: [w ciszy wpatrują się w Petera]
Peter: [oczekuje na pocieszenie]
Autor: No i sobie czekali…
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:...
Data:sobota, 29 kwietnia 2006
Godzina:20:12:49
Komentarze:komentarze [11]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
Mam zastój po tych testach.
I nie mówić, że to żadna nowość, bo wcześniej coś przynajmniej pisałem (a potem usuwałem :P)!
Jest coś takiego jak
rozmówki siostrzano-braciane? o.O
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:Aktualności :P
Data:środa, 12 kwietnia 2006
Godzina:21:31:08
Komentarze:komentarze [53]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
Niby miałem to zadanie przekazać w niebezpieczne ręce wszechobecnej Magdy (?), ale może lepiej nie.
To tylko tak anty-porzuceniowo. Żeby nie było.
No bo przecież wrócę, nie? No.
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:Żadna nowość.
Data:wtorek, 28 lutego 2006
Godzina:19:42:05
Komentarze:komentarze [68]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
No to... szykuje się przerwa.
I nie wiem dlaczego miałbym tłumaczyć
po co, na co i na jaką cholerę.
A po przerwie na reklamy dalsza część programu.
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:Kontynuacja przygód Palantunia, Małego Kretynka i reszty.
Data:piątek, 10 lutego 2006
Godzina:11:08:30
Komentarze:komentarze [73]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
Zacznijmy od tego, że to nie miało tak wyglądać. A chciałem dodać to dzisiaj. Więc, no, tak wyszło ;) A początek, co uż staje się normą (?), napisała Indra ;P
PeeS. A Kitty mi w prezencie FF napisała ^^. TO jest raczej (na pewno) lepsze od tego, co ja 'wymyśliłem'. Nawet mnie to nie dziwi. xP
Pan Tłuste Włosy dość długi czas nie wchodził w paradę naszym dzielnym bohaterom.
A tymczasem panna Lily szerokim łukiem omijała Maruderów, chociaż Palantunio robił wszystko, aby tylko zaszczyciła go spojrzeniem. Ona jednak wolała Mądrego Luniaka!
To był cios dla Palantunia. Zarzucał swojemu przyjacielowi,że mu dziewczynę odbija.
W końcu, nie mogąc znieść porażki, nasz dzielny Palantunio odsówa się od przyjaciół i na własną rękę poluje na Evans.
[Zaczynamy czytać moją część. No cóż, przyznam bez bicia - gorszą.]
Mały Kretynek nie mógł znieść tego, że na skutek jakiejś dziewczyny Maruderzy się rozsypują.
- Palantuniu drogi, daj spokój, nikt nie chce ci odebrać Evans!
- Cicho bądź!
- A co ty na mnie cichasz?! - zbulwersował się Mały Kretynek.
- CICHO BĄDŹ!
- Pff. Ja chciałem być miły, a ty mnie tu jeszcze tak przyjmujesz. O nie! Koniec tego! BAMBI! - Rzucił Mały Kretynek z naburmuszoną miną.
- Reksio!
- Rudolf!
- Łajka!
- Łoś - Superktoś!
- Dzięki! - ucieszył się Palantunio.
- Wiesz, ale to nie był komplement. - skrzywił się Mały Kretynek.
- Acha... - Palantunio zmarszczył brwi, a po dłuższej chwili wypalił: - Zapchlony pudel z różową kokardką, o!
I wyszczerzył zęby, dumny z siebie.
- O stary, przesadziłeś - warknął Mały Kretynek. - FOCH!
I tak oto Palantunio żył w odgrodzonej części dormitorium (prześcieradłem się odgrodził), a Mały Kretynek, Mądry Luniak i Dziki Szczur w drugiej części.
Niestety, Palantunio musiał rozebrać swoją barykadę, ponieważ w ten sposób był odgrodzony także od wejścia do łazienki i wyjścia do Pokoju Wspólnego, w którym miał możliwość "podrywania" panny Lily Evans.
Ta trudna sytuacja trwała przez kilka dni. Mądry Luniak próbował na początku wytłumaczyć Palantuniowi, że naprawdę nie chce mu odbić dziewczyny, ale Palantunio wiedział swoje. Mały Kretynek był obrażony, a Dziki Szczur wolał się nie wtrącać, by nie zafundować sobie jakiegoś uszczerbku na zdrowiu ze strony Palantunia.
Palantunio z wielkiej frustracji rzucił się pod tramwaj nr 4.
Ot tak.
No dobra, żartowałem.
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:Noo... Można odpowiedzieć.
Data:środa, 1 lutego 2006
Godzina:14:22:48
Komentarze:komentarze [48]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
- Co o mnie wiesz?
- Jak dobrze mnie znasz?
- Przyjaciel? (A może za duże słowo?)
No. I to by było na tyle.
Tak jakoś mi się napisało, no.
03.02.2006.
Inaczej? Hyhy.
Dzięki, Kitty ;)
08.02.2006.
Znajomy powiedział:
- Kochajcie facetów, tak szybko głupieją.
Eeej, ale wcale nie! Prawda?
Ja jeszcze nie zgłupiałem?
A, pamiętajcie o święcie za dwa dni ;)
Notka będzie. Zobaczycie. A jak zobaczycie, to mi powiedźcie.
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:Palantunio i Mały Kretynek. Co tym razem?
Data:piątek, 20 stycznia 2006
Godzina:16:30:07
Komentarze:komentarze [70]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
I pomyśleć, że to wszystko przez Indrę, która zaczęła mi dzisiaj truć na temat tego, jakim jestem debilem i że mam napisać wreszcie normalną* notkę ;)
Dawno, dawno (a może nie tak dawno) temu... [Tak, pierwsze zdanie jest napisane przez Indrę :P].
Żył sobie James Palantunio, który wpadł pod pociąg... [To też]
Zanim to nastąpiło, nasz Palantunio poznał rudą dziewczynę, Lilianne... [może łatwiej będzie, jak napiszę, gdy zaczyna się moja część, ok?]
Niestety, dziewczę owo miało marzenie... zabić Palantunia. Palantunio nie dawał za wygraną i starał się zwrócić na siebie jej uwagę.
[moja część. Tak, cieszmy się i radujmy, ja też umiem!]
Jednak Ruda nie była aż taką głupią rudą dziewczynką, żeby pozwolić się usidlić przez rozczochranego Palantunia.
A Palantunio, jak to Palantunio, nie był zwykłym grzecznym chłopcem i nie chciał odpuścić.
I tu na scenę wchodzi Syriusz. Mały Kretynek.
Mały Kretynek był przyjacielem Palantunia i jak na przyjaciela przystało, próbował od czasu do czasu wybić Palantuniowi Lilianne z głowy. A Palantunio, jak na przyjaciela TAKŻE przystało, walił wtedy Małego Kretynka w łeb i mówił, żeby się "nie wtrancał w nie swoje sprawy".
Palantunio chodził za rudą dziewczynką po całej szkole, którą potocznie nazwijmy Hogwartem, a jeszcze bardziej potocznie - Szkołą dla Mądrych Inaczej. A więc Palantunio chodził za Rudą po całej Szkole dla Mądrych Inaczej. BA! Nawet po błoniach Szkoły dla Mądrych Inaczej za nią ganiał. PO lesie też! Ale nie wyobrażajmy sobie zbyt wiele, bo Palantunio jest jednak w jakimś tam stopniu grzecznym chłopcem.
Pewnego razu Palantuniowi i Małemu Kretynkowi bardzo się nudziło, więc wyruszyli na poszukiwanie po Szkole dla Mądrych Inaczej Severusa Snape'a. Severusa nazwijmy Panem Tłuste Włosy.
Pan Tłuste Włosy bardzo nie lubił Palantunia, Małego Kretynka i ich przyjaciół, których na potrzebę tej bajki nazwijmy Mądrym Luniakiem i Dzikim Szczurem.
Mądry Luniak jest bardzo mądry, a Dziki Szczur niezbyt dziki.
A więc powróćmy do naszej bajki.
Pan Tłuste Włosy nie lubił czterech przyjaciół, których możemy nazwać także Maruderami lub Hunćwokami. No, jak kto woli.
Natomiast Mały Kretynek i reszta drużyny bardzo lubili denerwować Pana Tłuste Włosy.
Więc pewnego razu, gdy Maruderzy bardzo, ale to bardzo się nudzili, wyruszyli na poszukiwania. Chodzili po Szkole dla Mądrych Inaczej i chodzili, aż wreszcie znaleźli Pana Tłuste Włosy w bibliotece wyżej wymienionej placówki.
Pan Tłuste Włosy właśnie z wielkim entuzjazmem czytał kolejną książkę o swoim ulubionym przedmiocie, a mianowicie o Glutowatych Miksturach. Jego entuzjazm można było łatwo zobaczyć, ponieważ Pan Tłuste Włosy zarzucał swoimi jakże tłustymi włosami.
- Nie no, to jest niesmaczne - zawołał Mały Kretynek parafrazując swojego ulubionego bohatera, Osła. - Nie możemy go uśpić, bo to nieetyczne. Jedynym wyjściem jest sterylizacja.
Palantuniowi oczy zaświeciły się jak szaleńcowi. Pomińmy teraz fakt, że on JEST szaleńcem, ponieważ nie jest to teraz najważniejszy wątek bajki.
- Tak, tak! KREW!
- Nie krew, drogi przyjacielu. Obejdzie się bez krwi - powiedział rzeczowo Mądry Luniak. Dziki Szczur się nie odzywał, tylko patrzył na swych przyjaciół z błyszczącymi oczami.
Natomiast Pan Tłuste Włosy zauważył obecność czterech Maruderów w jego oazie spokoju zwanej biblioteką Szkoły dla Mądrych Inaczej, wyjął różdżkę, skierował ją na Palantunia i zaczął się intensywnie zastanawiać nad tym, co teraz powinien zrobić.
- Teraz spróbuj rzucić na Palantunia jakiś czar! - szepnął Mały Kretynek do Pana Tłuste Włosy, bo nie chciał, by bajka przepadła tylko ze względu na krótką pamięć Pana Tłuste Włosy.
Pan Tłuste Włosy walnął się dłonią w czoło gestem pt. "Jakże mogłem o tym zapomnieć" i potrząsnął swoim bladym łbem wprawiając w ten sposób tłuste włosy w dziki taniec.
Tymczasem Palantunio wyciągnął swój patyk, stanął jak kowboj i zaczął iść w kierunku Pana Tłuste Włosy. Też jak kowboj. Wiecie, dzieci, taki z Westernu, który bawi się pistoletem w swojej dłoni. W tym przypadku nie mamy do czynienia z pistoletem/rewolwerem tylko z czaro-patykiem.
- Czy ty, nędzny szczurze lądowy, ośmieliłeś się podnieść na mnie swój nędzny jak ty sam, patyk?
- Hej, bez nędznych szczurów! - zawołał gdzieś z tyłu Dziki Szczur, na co Mały Kretynek walnął go w żebra, żeby nie psuł fabuły bajki. Dziki Szczur upadł na podłogę i bezgłośnie krzyknął z bólu. Mądry Luniak popatrzył na niego swoim mądrym wzrokiem i przeszedł na drugą stronę patrząc na rozgrywającą się akcję. A ta wydawała się być coraz bardziej gorąca.
- I TY, TY ŻABI SKRZEKU, OŚMIELIŁEŚ SIĘ PODNIEŚĆ NA MNIE SWÓJ MIZERNY CZARO-PATYK? Jak mogłeś, Antonio? Jak mogłeś mi to zrobić?!
W tym momencie wkroczył do akcji Mały Kretynek, bo zauważył, że Palantuniowi pomieszały się bajki.
- O nie, Panie Tłuste Włosy, nie pozwolę ci tknąć żadnego z moich przyjaciół! - zawołał donośnym głosem.
- Zapłacisz za wszystko, co mi zrobiłeś, Antonio! Jak mogłeś?! Jak mogłeś mnie zdradzić z Kryśką?! Z TĄ KRYŚKĄ! Krystyna z Wizira, o dla Boga, jak mogłeś?! - wywrzaskiwał cienkim głosem Palantunio.
- Nigdy więcej! NEVER! - krzyknął Mały Kretynek i zaczęła się krwawa walka.
Dziki Szczur ze strachu skulił się jeszcze bardziej na podłodze, a Mądry Luniak usiadł na krześle i patrzył ze zmarszczonymi brwiami na akcję.
Niestety, ale ta bajka stała się zbyt brutalna, aby ją dalej kontynuować.
Być może spotkamy się już wkrótce i znowu zachwycimy się niesamowitymi przygodami nieustraszonych Maruderów: Palantunia, Małego Kretynka, Mądrego Luniaka oraz Dzikiego Szczura!
Naprawdę warto poczekać kolejne dwa miesiące, aż Wasz kochany Syriusz wysili się i napisze nową notkę! Czekajcie i cieszcie się na myśl o Szkole dla Mądrych Inaczej.
Nie bójcie się! Moc jest z Wami!
* No tak... Wcale nie jest normalna. No ale tak wyszło.
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:Inteligentne.
Data:środa, 18 stycznia 2006
Godzina:16:32:57
Komentarze:komentarze [10]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
cieszycie się?
HA!
bo ja tak ^^.
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:Świąteczny Syriusz wita Was...:P
Data:czwartek, 22 grudnia 2005
Godzina:21:11:39
Komentarze:komentarze [108]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
Przed świętami raczej się nie wysilę na tyle, by napisać notkę, ale może zaraz po?
Więc teraz życzę Wszystkim wesołych świąt!
Dużo śniegu (chociaż ja go nie lubię, ale warto raz na rok pokazać się z dobrej strony, nie?;)).
Dużo śmiechu. Bo w końcu śmiech to zdrowie!
Dużo prezentów. Ale takich wymarzonych. Chyba że ktoś chce dostać następną figurkę aniołka, to proszę bardzo.
Dużo szczęścia. No bo jak inaczej?
Dużo kasy lecącej z nieba i rosnącej na drzewach xD
Dużo pomysłów. Co by tu było bez pomysłów? Czarna dziura ;)
Chyba wystarczy tego dobrego. A spróbować mi napisać: "Nawzajem"! Uduszę, zakopię, odkopię, znowu uduszę! I nie będę zwracał uwagi na to, że są święta. Bo jestem be. Niesympatyczny, niekoleżeński, niekulturalny, niewychowany, niegrzeczny, niemiły ... ;)
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:
Data:sobota, 10 grudnia 2005
Godzina:21:05:48
Komentarze:komentarze [18]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
Cześć i chwała! Nowa notka zawitała w progi tego bloga. Wiem, że się cieszycie.
Jeszcze większy limit wchodzenia do neta. Nie wiem, jak długo tak można...
Podpisany: Choleryczny Syriusz (no a kto?)
Pierwsze dni upłynęły na spokojnej nudzie. Chodziliśmy na zajęcia, które były nam wyznaczone ze względu na ilość SUM-ów, dostawaliśmy piękną kupę prac domowych każdego dnia, wolny czas leciał sobie pod znakiem gadaniny ze znajomymi.
W trzecim dniu września przypadała też pełnia. Lunatyk wyglądał jak widmo przez kilka dni, a tą jedną noc w miesiącu przesiedzieliśmy we Wrzeszczącej Chacie. Czyli tak jak zwykle.
Z Malfoy’em, Bellatriks, Narcyzą i resztą też toczyło się jak zwykle. To znaczy? Każda możliwa okazja była dobra na prowokowanie drugiej strony.
Chyba zapomniałem wspomnieć o Smarkerusie? Też to samo. Naprawdę nie wiem, dlaczego nigdy nie potrafi się skutecznie wybronić. Jedyna Lily zawsze wrzeszczy na Jamesa za każdym razem, gdy zobaczy, że ten dręczy "niewinnego chłopaka". Nie wcinam się w przedmałżeńskie kłótnie. Bo skoro od sześciu lat James nie daje spokoju, to wreszcie Evans da za wygraną. Tak myślę. Chyba że jest cholernie silna... Eee tam, nie wydaje mi się :P
- Łapa, zabrałeś moją skarpetkę?
- Nie mam co robić, tylko zabierać ci skarpetki? Wybacz, ale mam swoje.
- Serio nie masz?
- Rogaty, daj mi spokój. Nie mam twojej skarpetki.
- Świetnie.
- Też tak sądzę.
- Serwus, chłopaki! - przerwała nam wymianę zdań dziewczyna.
- Hej, Andromeda - odpowiedziałem. - Dzięki za przerwanie, bo jeszcze chwila, a James zacząłby sprawdzać moje skarpetki.
Dziewczyna popatrzyła na nas ze znaczącym, niezrozumiałym spojrzeniem.
- Ale poza tym, to wszystko w porządku?
- Jasne, kuzynka, jasne, w jak najlepszym - zapewniłem ją.
- Sprawiacie odwrotne wrażenie...
- Też tak sądzę. Ale co poradzić? - wyszczerzyłem się do niej i wyszedłem za Jamesem przez portret Fat Madame na korytarz...
Nareszcie sobota. Te kilka dni było cholernie nudnych i cholernie męczących. Czas na jakąś zmianę.
- Pierwszy trening Quidditcha! - podbiegł do nas "Arnoldzik", jeden ze ścigających.
- O któmphej? - wyseplenił ciągle nienajedzony James.
- On się pyta, o której - robiłem za tłumacza.
- W południe.
- Ok.
Popatrzyłem przez chwilę na Rogatego.
- James?
- Czo?
- A może ty masz tasiemca?
- CO? - momentalnie przełknął to, co akurat miał w swojej paszczęce.
- No tasiemca. Za dużo jesz. I ciągle jesteś głodny. Istny tasiemiec!
- Spadaj - walnął we mnie niedojedzoną kanapką. Popatrzyłem na niego z politowaniem.
Biedny chłopczyk. Nie może do niego dotrzeć, jak straszliwa rzecz na niego spłynęła.
- To straszne! Jesteś taki młody! Ale pamiętaj, ja biorę pelerynę!
- Od tasiemca się nie umiera - wtrąciła Kitty siedząca naprzeciwko (żebyś mi potem, Kitty, nie jęczała, że cię nie ma!).
- Oj, Kitty, czepiasz się - machnąłem ręką.
- Stwierdzam tylko fakt, że nie tak łatwo pozbędziemy się mojego kochanego braciszka - popatrzyła z przesłodzonym uśmiechem na Rogatego. Ten popatrzył na mnie naburmuszony.
- A czy ja powiedziałem, że chcę się ciebie pozbyć? To tylko Kitty - wskazałem na jego siostrę. Tym razem ona rzuciła we mnie kanapką.
- EJ, nie rzucać mięsem!
- Rzuciłam tylko wegetariańską kanapką. Żadnym mięsem! - wybroniła się.
- Rodzina Potterów w tej chwili przestaje we mnie rzucać kanapkami! Obojętnie czy z mięsem czy bez!
- PFF - prychnęli na raz i rzucili kanapkami. W ostatniej chwili się schyliłem.
Luniek dostał.
- Sorry, Luniek, ale oni mnie atakują!
- Nie rzucać kanapkami! - krzyknął wnerwiony Lupinek.
- A plackami można? - zapytała jak gdyby nigdy nic Carina zwabiona okrzykami.
- NIE! - wrzasnąłem z pod stołu.
- Aaa, a więc to ty jesteś celem? - uniosła brwi zaglądając do mojego nowego domu, wcisnęła mi na głowę placek i zrobiła dwie dziury na oczy. - Patrzcie. Syriuszek miał operację plastyczną. Nieudaną.
- Tak, świetnie! Proszę bardzo, rzucajcie sobie we mnie! - wyszedłem z pod stołu z "maską" na twarzy.
- Serio?! - zawołali wszyscy uszczęśliwieni.
O nie...
Nie wyszedłem z tego czysto. Gorzej powiedziane. Ledwo się doprowadziłem do stanu używalności, poszliśmy z Jamesem na trening.
- Syriusz, masz nadal majonez, ketchup i musztardę w kudłach. O tu. I tu też - zauważył z rechotem Jelonkowaty.
- Zaraz cię pieprznę.
- Tylko żartowałem - wyszczerzył się do mnie.
- To cię nie usprawiedliwia, Bambi! Parzystokopytni głosu nie mają.
- Kundel! Czworonożni też nie mają.
... (i tak dalej, i tak dalej)
Trening zleciał spokojnie.
Tak jak myśleliśmy, kapitanem został Calson, który jest od nas o rok młodszy. Zrobił "eliminacje" do drużyny. Ja i Rogaty zostaliśmy. A że jedna ze ścigających, Ann, skończyła już szkołę, na jej miejsce wrzucił jakąś inną dziewczynę.
Obyło się bez większych wypadków.
No dobra, James wyszedł z wielkim, fioletowym limem, bo przywaliłem mu pałką. Ale to nie moja wina! Sam się zaczyna, a potem ma pretensje za nie wiadomo co.
Też coś.
A we Wspólnym czekała na nas niespodzianka.
- Lekcje Aportacji! Nareszcie! - wrzasnął James.
- Nie ciesz się tak. Pewnie zostawisz za sobą połowę wnętrzności za pierwszym razem.
Ledwo uchyliłem się od grzmotnięcia w łeb.
- Dobra, Rogaty, tylko żartowałem! - wyszczerzyłem się do niego.
- Ale przecież nie można się teleportować w Hogwarcie - zauważył inteligentnie Peter.
- Peter, nie umiesz czytać? Duża Sala, godz. 16.00. To znaczy, że coś zrobili, nie?
Razem z Jamesem wpisaliśmy się na listę wypełnioną już szóstoklasistami.
- Pewnie znieśli czary na czas tych lekcji - zauważył Remus i też wpisał się na listę. W ślady za nim poszedł też Peter.
Poszliśmy na obiad.
Wpakowałem się pod stół.
- Jebło na mózg? - spytał James.
- Aaa, wiesz, tu jestem bardziej bezpieczny.
Popatrzył na mnie z politowaniem.
- Bo wiesz co? Tak sobie pomyślałem, że skoro nie masz tasiemca, to może jesteś w ciąży?
Jeleń zmrużył oczy.
- No co? Jakiś powód musi być twojej żarłoczności! - wyszczerzyłem się do niego.
- Zamknij się wreszcie! I wyłaź spod tego stołu!
- Pod warunkiem, że nie będziesz we mnie niczym rzucać.
- Oczywiście!
Wyszedłem spod stołu i usiadłem jak zwykły, cywilizowany człowiek.
- Sue? Możesz rzucić w Syriusza tym kotletem?
- Jasne, do usług.
PLASK.
- No tak. Cóż za inteligentne posunięcie z twojej strony, Rogaty.
Wyszczerzył się do mnie.
Na szczęście na jednym kotlecie się skończyło.
Po obiedzie, kilka minut przed szesnastą duża grupa szóstoklasistów pojawiła się w Wielkiej Sali. Zniknęły z niej stoły, co dało duuużo wolnego miejsca. Stali już tam, oczywiście, McGonagall, Slughorn, Flitwick i Sprout.
Miałem wielką nadzieję, żeby to nie oni prowadzili lekcje. Na moje i innych szczęście, po chwili wkroczył do sali jakiś facet. Na moje oko, chuchro. Niedożywiony pewnie. Godzilla zaczęła nas uciszać, tak samo jak inni nauczyciele swoje domy.
- Witam, nazywam się Wilkie Twycross i jestem instruktorem Aportacji z Ministerstwa Magii.
- Od razu widać, że z Ministerstwa - walnąłem Jamesa w żebra. Ten parsknął śmiechem.
- Syriusz, Syriusz, Syriusz, kompletnie nie wiem o co ci chodzi - wyszczerzył się do mnie. Rozłożyłem ręce i popatrzyłem po sali.
- Black, Potter, przynajmniej raz nie rozmawiajcie, gdy nie powinniście! - warknęła na nas McGonagall.
- TAK JEST, pani profesor! - krzyknęliśmy równocześnie, co chyba wyprowadziło z równowagi Twycrossa.
- No cóż. Eee... Jak chyba wiecie, w Hogwarcie nie można się teleportować. Dyrektor zniósł ten czar na zajęcia tylko i wyłącznie w obrębie tej sali. Więc nie próbujcie aportować się w dalsze miejsca, bo to i tak się wam nie uda - popatrzył po wszystkich zgromadzonych. Większość słuchała. Większość, ale to nie oznacza, że wszyscy.
Na przykład Bellatrix i Narcyza wykłócały się o coś zawzięcie. Slughorn je uciszył i zapadła cisza. Głupia cisza. Nie lubię ciszy.
- Ważne, by przy Aportacji pamiętać o zasadzie trzech DE - powiedział, sprawiając wrażenie wyuczonego tego zdania na pamięć. - Dążenie! Determinacja! Dokładność! - "Pan Chuchro" każde słowo akcentował poprzez kolejne kroki stawiane wokół naszej dużej grupy.
Uniosłem wysoko brwi. Że co?
James nastroszył sobie włosy i popatrzył na instruktora z głupkowatą miną.
Peter stał jak zahipnotyzowany z otwartymi ustami, łykając łapczywie każde słowo.
Luniek zmarszczył brwi, ale zdawał się wszystko rozumieć. Jak zwykle z resztą.
- A teraz proszę stańcie tak, by mieć przed sobą dużo wolnego miejsca.
Gdy już wszyscy to zrobili, Wilkie Twycross machnął różdżką i przed każdym na posadzce pojawiły się metalowe obręcze.
- Dobrze, a teraz spróbujcie. I pamiętajcie! Dążenie, determinacja i dokładność! - okręcił się i zniknął pojawiając się w tym samym momencie po drugiej stronie sali.
- No proszę, skupcie się na obręczach i myślcie tylko o tym, by się tam przenieść. Musicie chcieć tam być każdą cząstką swojego ciała! Na trzy. Raz... Dwa... TRZY!
James okręcił się i zaliczył glebę. Ja, stojąc ciągle w tym samym miejscu parsknąłem śmiechem. Gdzieś przed nami usłyszałem śmiechy dziewczyn, podnoszących się z posadzki.
- No, Rogaty, to było coś!
- Spokojnie, spokojnie, nie spodziewałem się, że uda się wam za pierwszym razem - obwieścił wszem i wobec Twycross i zaczął znów tłumaczyć na czym dokładnie polega umiejętność aportacji. I ciągle zapewniał, że niedługo powinno nam się udać.
Ale nie udało się ani za drugim, ani za trzecim razem, ani w ogóle w czasie tej lekcji nikt nie przeniósł się do obręczy.
Następna lekcja za dwa tygodnie. Czarno to widzę. To może nie wypalić z taką bandą idiotów jak my...
Dzisiaj tekstem dnia było: „Dążenie, Determinacja, Dokładność!”.
- Remus, nie wiesz może, gdzie jest Kitty? – odezwała się Lily. Zaakcentowała głośno imię „Remus”, chyba dając do zrozumienia Jamesowi, że to nie jest pytanie skierowane do niego.
- Nie, Liluś, nie wiemy, gdzie jest moja siostra – odpowiedział jej mimo wszystko Rogaty.
- Nie ciebie pytałam, Potter – warknęła do niego.
- To nic nie szkodzi. I tak jej nie widzieliśmy.
- I pamiętaj! Dążenie, Determinacja, Dokładność! – dodałem tak od siebie. Evans popatrzyła na mnie z politowaniem i poszła do dormitorium dziewczyn.
No. I to by było na tyle.
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz
Tytuł:Podbijanie świata... Znowu? ;]
Data:niedziela, 20 listopada 2005
Godzina:23:11:41
Komentarze:komentarze [29]
Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego...
A niech tylko ktoś po przeczytaniu napisze "fajna notka, kiedy następna?". Złapię za czerep i powyrywam kudły! Nie po to się zmuszam, żeby potem mi bezsensy pisać.
Aha, i nie mówcie, że prawie całość to dialogi. Leń ze mnie i tyle.
PODPISANO:
Choleryczny Syriusz.
***20.11. : Urodziny mojej tak samo cholerycznej siostry. A niech będzie, że złożę ci, downie, życzenia. Zadowolona?:P
Notka:
Następnego dnia mama Jamesa obudziła nas cholernie wcześnie. Po pięciu minutach dopiero do mnie dotarło, na kiego grzyba wstajemy tak wcześnie. 1 września, tak? Więc wszystko jasne.
- No, towarzysze, dzisiaj wyruszamy na dalszy podbój świata! - udawanie generała (czy czegoś tam innego) niezbyt wychodzi Jamesowi, muszę to przyznać.
- Tak, James, ale żeby podbić ten świat musisz najpierw nie spóźnić się na pociąg, więc rusz dupę z łaski swojej.
- Choleryk z ciebie, Łapa - wzruszył ramionami Rogaty.
- Nie używaj słów, których nie rozumiesz, TOWARZYSZU - wyszczerzyłem się do niego.
- Kretyn. Chyba wiem, kto to jest choleryk, nie?
- Nie byłbym tego taki pewny, idioto.
- To jest taki ktoś, napuszony łbie, który...
- Kto jest napuszonym łbem, wszyscy doskonale wiemy - przerwałem mu.
- A idź się utop!
- Zmieniasz temat, bo nie wiesz, co oznacza słowo "choleryk" - zacząłem się śmiać.
- IDŹ SIĘ UTOP.
Jeszcze głośniejszy śmiech.
- Ej, a może byście się tak oboje przymknęli, bo na serio nie zdążymy na pociąg, co? - odezwał się Remus zamykając swój spakowany kufer.
Cóż, to bardzo dobry pomysł...
Mimo wszystko zdążyliśmy. A nawet znaleźliśmy wolny przedział.
Cieszmy się i radujmy!
Załadowaliśmy kufry + klatkę z sową Remusa i wyszliśmy na korytarz. Trzeba zrobić obchód na początek nowego roku szkolnego!
***
- Proszę, proszę, Pettigrew, a gdzie twoi PRZYJACIELE? - usłyszeliśmy gdzieś przed sobą. Popatrzyłem na Jamesa i Remusa. Zgodnie poszliśmy w tamtym kierunku.
- Uważasz, że zostaniesz kimś, trzymając się z nimi? Mylisz się, Pettigrew. Dzięki nim pozyskasz sobie najwyżej dodatkowych wrogów.
- Od kiedy dajesz innym dobre rady i ostrzeżenia, Malfoy? - odezwałem się do niego.
- Tobie też dać dobrą radę, Black? - zapytał z tym swoim debilnym uśmieszkiem.
- Mamusia nie nauczyła, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie, Lucjuszku? - dołączył się do rozmowy James.
- A ty, Potter? Na waszym miejscu bardziej bym uważał. Jak chyba wiecie, rośnie w siłę potężny czarodziej...
- Ach, tak? Ja tam słyszałem tylko o jakimś psychopacie, a ty James? - Rogaty popatrzył na mnie z uśmiechem przylepionym do twarzy.
- Uważaj, Black. Czarny Pan raczej nie lubi takich, jak wy.
- Wzruszające. Naprawdę, Malfoy. Jesteśmy ci cholernie wdzięczni za tą mądrą przestrogę. Napiszę sobie to i przykleję nad łóżkiem normalnie. Będziemy ci dłużni do końca życia - popatrzyłem na niego z obrzydzeniem. - Idziesz, Peter? Mamy wolny przedział.
Chłopak wybałuszył na mnie oczy, jakby mnie widział pierwszy raz w życiu.
- No, chyba że chcesz pogadać sobie z POCZCIWYM Lucjuszem o jego poglądach na kilka spraw - zrobiłem krzywą minę.
- Nie, nie, idę z wami - i zaczął taszczyć w naszą stronę swój kufer.
- Do zobaczenia później, Malfoy.
Kretyn popatrzył na nas ze zniesmaczoną miną i zrobił odwrót swojego batalionu w przeciwną stronę wagonu.
1:0 dla nas.
Ofiar śmiertelnych: brak.
Rannych: brak.
Wniosek: sukces w sferze naszej inteligencji. xD
Dalsza podróż obyła się bez większych wyskoków. Jak zwykle wykupiliśmy cały wózek słodyczy od chichoczącej "pani wózkowej", spotkaliśmy kilku znajomych, co było w końcu nieuniknione i tylko raz próbowaliśmy się dostać do przedniej kabiny, by sprawdzić, czy dałoby się zatrzymać ręcznie pociąg i czy w ogóle ktoś tam siedzi. Jak zwykle na próżno. Ale kiedyś się nam uda. Na pewno. Wręcz musi!
- Hej, Hagrid - wrzasnęliśmy ponad tłumem pierwszoroczniaków do olbrzyma.
- Cześć Syriusz. Cześć James. Kto by się spodziewał, że pretrwacie tu aż tyle czasu, co nie? - zatrząsł się z własnego dowcipu. Ta, dobrze by było zadać sobie to pytanie. Jak do tej pory nas nie wywalili? Zobaczymy, czy przetrwamy jeszcze jeden rok. Ten przedostatni, ten podobno "najgorszy".
- Nie znasz naszych zdolności? Jesteśmy sprytni - wypiął się Bambi i zaczął przeszukiwać wzrokiem tłum, bo jak na razie nie zobaczył ani razu panny Lily Evans. Merlinie, kiedy on odpuści?
- W twoim przypadku NIEPEŁNOsprytni, Rogaty. Lily najprawdopodobniej jest z twoją siostrą i resztą, więc się tak nie zamartwiaj. I daj spokój. Zaraz padnę z głodu. Jak najszybciej trzeba się dostać do Hogwartu. Nie wiem jakim sposobem udało ci się zjeść prawie wszystko, co mieliśmy z wózka - walnąłem go przy tym. Kretyn mi oddał.
- Chłopaki, nie zaczynajcie tego, co zawsze - powiedział nad nami Hagrid, który po chwili zwołał do siebie wszystkich pierwszoroczniaków i zaprowadził do łódek.
Tymczasem my, starym sposobem, wsiedliśmy do jednego z powozów. A przynajmniej połowa z nas. Remus i Peter grzecznie siedzieli w środku, a my (czemu nie? też grzecznie!) - na górze. Nie ma to jak świeże powietrze...
Rogaty dostał prawie padaczki, jak tak patrzył na ceremonię przydziału i puste talerze przed sobą.
- Weź ty się uspokój, bo cię zaraz pieprznę.
- Głodny jestem.
- To trzeba było się jeszcze bardziej nażreć fasolkami.
- Co ty taki agresywny, Syriusz?
- Działasz mi na nerwy. Cicho.
Potem skończyła się ceremonia przydziału, pojawiło się jedzenie, a potem wszyscy się najedli, poszli do swoich domów, przykryli się kołderką i żyli długo i szczęśliwie...
Koniec psot...
WysiliĹ siÄ dla Was - Syriusz